Po sierpniowych spadkach i mało udanej rządowej interwencji na chińskiej giełdzie, możemy zaobserwować sytuację podobną do tej z 2007 roku, która skutkowała globalnym kryzysem i zapaścią na rynkach finansowych całego świata.

Zgodnie z wszelkimi prognozami, w 2020 r. Chiny (druga światowa potęga gospodarcza ) mają przejąć palmę pierwszeństwa i wyprzedzić gospodarkę USA. Czy w obecnej sytuacji rynkowej tak się stanie? Działania chińskiego rządu, polegające na wpompowaniu w rynek finansowy setek miliardów dolarów, nie przyniosły efektów i spadki na giełdzie dalej są widoczne. Niestety, w coraz większym stopniu, odbija się to również na Wall Street , a niepokoje są też widoczne na giełdzie japońskiej oraz na rynkach europejskich. Nie widać jeszcze objawów paniki, ale w tej sytuacji wystarczy przysłowiowa „iskra” a kryzys, który dotknął świat w 2007 roku, może być tylko wspomnieniem mało istotnych zawirowań na rynkach. Jeśli sprawdzą się czarne scenariusze, świat może pogrążyć się w dużo bardziej dotkliwym kryzysie, z którego wyjście będzie trwało wiele lat i będzie wymagało bardzo radykalnych działań i wielkich zmian we wszystkich światowych gospodarkach. Świat finansów może przestać istnieć w takiej formie jakim go teraz znamy. Bez wątpienia musi to kiedyś nastąpić, bo obecna formuła w jakiej istnieje współczesny pieniądz, zdaje się wyczerpywać. Czy to właśnie ten czas?